wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 8

     Policjanci nadal stali na środku pokoju, zdezorientowani, nie wiedząc, jak się zachować w obliczu tak niecodziennej sytuacji. Andres tymczasem zdążył ukryć się przed wściekłą Violettą za kanapą. Ona jednak już przestała zwracać na niego uwagę, bo zajęła się Leonem, którego dłoń została brutalnie potraktowana przez Calixto.
- No dobrze, proszę państwa, żarty żartami, ale musimy zabrać pana Calixto na komisariat... - zaczął jeden z funkcjonariuszy; niestety nie dane mu było skończyć.
     Andres zerwał się z miejsca i zaczął krzyczeć. Nikt nic nie rozumiał, ale każdy wyłapał kilka istotnych słów z jego chaotycznej paplaniny.
- Moje... ale nie wiedziałem... przecież to nic złego... zwykły proszek... kosmici... do licha!... czy posiadanie białego proszku... zakazane?...
     Wszyscy patrzyli na niego z otwartymi ustami. 
- Zawiodłem się na tobie, Andres. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi - wyjąkał Leon. - Cholibka, miałeś i się nie podzieliłeś?! 
     Wszyscy spojrzeli na niego z szeroko otwartymi oczami. Violetcie brakowało tylko minuty by paść zemdlona na podłogę. Francesca, która stała obok niej podtrzymała ją, chwiejąc się przy tym, a z mimiki jej twarzy można było wyczytać, że panna Castillo to wcale nie takie leciutkie różowe pióreczko na jakie wygląda. 
- My tutaj przypadkowo być. Nie znać tych ludzi nicht. My z dalekiego Deutschland być - mówił Maxi z niemieckim akcentem.
     Funkcjonariusze byli osłupieni. Widzieli naprawdę dużo dziwactw, ale takiego cyrku jeszcze nigdzie nie spotkali. Jeden złodziej, który kradł biżuterię, sprzedawał ją i kupował sobie małpy, które hodował w domu. To nie było fajne, a szczególnie ten smród, który był nie do wytrzymania. Ale ten chłopak obok nich nie był małpą, a śmierdział chyba jeszcze gorzej niż tych kilkanaście szympansów uwieszonych na suficie. 
- Proszę państwa, proszę o spokój. - odezwał się funkcjonariusz, który do tej pory nic nie mówił. - My rozumiemy wszystko, ale jesteśmy tutaj po to, by aresztować Andresa Calixto za posiadanie narkotyków. To poważna sprawa, a państwo jakiś cyrk sobie urządzają. 
     Andres zawył żałośnie i zaczął miotać się po pokoju. Natalia, próbując uspokoić mamroczącego coś po niemiecku Maxiego, rzuciła wściekłe spojrzenie obojętnej na wszystko Ludmile. No naprawdę, policja chciała aresztować Andresa za coś tak poważnego jak posiadanie narkotyków, a ona nie raczyła się nawet odezwać? 
- Nie życzę sobie takich spojrzeń, Natalia. - prychnęła Ludmiła, rozsiadając się wygodnie w fotelu.
- Czy ktoś mógłby go uspokoić?! - zawołał jeden z funckjonariuszy, załamując ręce nad miotającym się Andresem. - MUSIMY ZABRAĆ GO NA KOMISARIAT!
     Wzrok wszystkich zebranych w pomieszczeniu przyjaciół skierował się na Ludmiłę. Sprawa była poważna i, niestety, tylko Ferro miała wystarczającą ,,władzę" nad Andresem, by go uspokoić. Przynajmniej na tyle, by pozwolił sobie coś wytłumaczyć. 
- Wszyscy doskonale wiemy, że jest tylko jedna osoba, która może wpłynąć na Andresa. - odezwał się z szelmowskim uśmiechem Tomas.
     Przyjaciele przytaknęli mu z entuzjazmem.
     Każdy oprócz funkcjonariuszy i Andresa miotającego się w dzikim szale po podłodze spojrzał wymownie na pannę Ferro, która odrywając wzrok o swoich idealnie wypielęgnowanych paznokci, zdążyła powiedzieć: 
- O nie... 
     Policjanci zmarszczyli brwi i również Andres na chwilę się uspokoił. W domu zapadła cisza, której nawet najwyraźniejszy krzyk nie dałby rady przebić. 
- Ja nie chcę mu pomagać! Nie jestem ośrodkiem pomocy społecznej! Ja jestem do podziwiania i pożądania. To moje życie, które ma zakończyć się happy endem, a on ma zgnić w kiciu. Ta książka jest autorstwa Pana Losu, więc z zażaleniami proszę kierować się tylko do niego!
     Camila westchnęła głośno i pokręciła głową. Wydawało się, że zaraz podejdzie do niejakiej Ludmiły Ferro i pokaże lśniące złote gwiazdy na niebie. 
- Czy ty jesteś ślepa?! Wszystko, co powiedziałaś, Andres robił i, muszę przyznać, czynił to z wyjątkową radością, a ty rzucałaś w niego fotelem! - krzyknęła dziewczyna.
     Każdy z uznaniem spojrzał na Camilę, choć od razu odwrócili wzrok w stronę Ludmiły. Było powszechnie wiadome, że panienka Ferro nie daje sobie w kaszę dmuchać i gdyby mogła, dokopałaby całemu światu.
     Blondynka już otwierała usta, by wyrzucić z siebie cały żal, który ukrywała przed Rudą podczas jej wywodu na temat: ,,Ludmiła to idiotka i postępuje niesprawiedliwie", ale uprzedził ją funkcjonariusz:
- Czy dobrze zrozumiałem, że niejaka Ludmiła Ferro brutalnie zaatakowałam Andresa Calixto? 
     Wszyscy wstrzymali powietrzę i jednym tchem wrzasnęli:
- Ależ skąd!
     Policjanci spojrzeli na nich z podejrzeniem w oczach i unieśli brwi do góry. Leon przełknął ślinę tak głośno, że Marco, który stał tuż obok niego, mógł to usłyszeć, ale wyglądało na to, że był przerażony. O ile przerażeniem nazywamy skulenie się w kącie.
- A więc skąd pan Calixto posiada guza na czole wielkości dojrzałego buraka? - zapytał mundurowiec.
     Ludmiła wydawała się być tak samo obojętna jak kilka minut wcześniej.
- Niech pan na niego spojrzy i jeszcze raz zada to pytanie. - powiedziała z sarkazmem. - Przecież on ma nieskoordynowane ruchy. Miota się po pokoju jak szaleniec bez żadnego wyraźnego powodu. Pewnie sam sobie nabił tego guza.
     Policjant otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Blondyna miała gadane i nawet jeśli pobiła Andresa, to zebrani w tym pokoju woleliby raczej umrzeć, niż ją wsypać. Najwyraźniej miała ,,władzę". 
- No dobrze, wróćmy do sprawy narkotyków. - policjant odchrząknął z zakłopotaniem. - Musimy zabrać Andresa na komisariat. W tej chwili. 
     Andres krzyknął. Nagle znalazł się po drugiej stronie pokoju, wymachując rękami. Policjanci patrzyli na niego bezsilnie. 
     Wszyscy znowu jak jeden mąż spojrzeli na Ludmiłę, tym razem włącznie z funkcjonariuszami. W obliczu takiego obrotu spraw nawet Ludmiła Ferro powinna ulec. W końcu niecałą godzinę temu brutalnie pobiła Andresa, a policja coś podejrzewała w tej sprawie. 
- No dobra. - westchnęła Ludmiła, podnosząc się z miejsca. - Ale pamiętajcie, moi drodzy: czeka was kara za Ludmianę, a teraz dodatkowo macie u mnie dług do spłacenia. Życzę miłego życia. - uśmiechnęła się słodko, aż wszyscy przyjaciele zadrżeli. - Proszę szanownych panów policjantów! Myślę, że zaszło pewne nieprozumienie, które łatwo będzie wytłumaczyć nam na spokojnie przy gorącej kawie. Niestety, nie mamy kawy, więc prosimy, by napoili się panowie własną śliną - powiedziała Ludmiła z wielkim uśmiechem na twarzy, który z pozoru mógł wydawać się prawdziwy, ale przyjaciele znali Ludmiłę i byli pewni, że to tylko gra na pokaz. - Mógłby mi jeden z wielmożnych panów pokazać dowody zbrodni?
     Panna Ferro wyciągnęła delikatną dłoń w ich stronę, a po krótkiej chwili wahania zanlazła się na niej torebeczka z rzekomym białym proszkiem. 
- Proszę wystawić dłonie. 
     Policjanci uczynili to, choć nie byli do końca pewni, czy nie powinni zakuć tej dziewczyny w kajdanki, ponieważ wydawała się conajmniej nienormalna. Ludmiła posypała na ich dłonie trochę białego pyłu i rozkazała:
- Proszę spróbować. 
     Cała reszta głośno nabrała powietrza do płuc. Teraz już każdy zaczął wątpić w uwolnienie Andresa. Ludmiła pogarszała tylko jego sytuację, zamiast ją polepszyć, a przecież o to im chodziło. Calixto nie mógł ich zostawić. Był głupi, a i owszem, ale przecież mogło się na nim polegać nawet, gdy cały świat zaczynał zawodzić. 
- To jest dowód w sprawie! - wykrzyknął funkcjonariusz. 
- Jesteśmy udupieni - wyszeptała Naty. 
- Gwarantuję, że państwo nie pożałują - odezwała się Ludmiła. 
     Gdy policjanci skosztowali tego narkotyku, nie mogli wykrztusić słowa. Wszyscy byli pewni, że Ludmiła chce wrobić Andresa, by mieć wreszcie spokój. Nic bardziej mylnego. 
- Smaczny proszek do pieczenia? 
     Oczy policjantów były wielkie jak spodki. Nie mogli uwierzyć w to, co się właśnie działo. Istny cyrk!
     Tymczasem Andres przestał się miotać i zaczął wodzić wzrokiem po pokoju. W końcu zatrzymał go na Ludmile i uśmiechnął się szeroko, co blondynka skomentowała żałosnym jękiem. Od tej chwili była wielką wybawicielką Andresa Calixto i wcale nie miała ochoty zaznać jego wdzięczności.
- Ludmiłka, moja kochana! - zawołał Andres, najwyraźniej uszczęśliwiony do granic możliwości.
     Ludmiła westchnęła i wróciła do swojego fotela, umiejętnie wymijając biegnącego w jej stronę Andresa. Usiadła wygodnie i uśmiechnęła się do nadal osłupiałych funkcjonariuszy.
- Myślę, że mogą już panowie sobie iść. - odezwała się Francesca. 
- Tak, ja też tak sądzę. - poparła ją Cami.
- A sio! - dodał od siebie Tomas, chichocząc pod nosem.
- Ależ to wielkie nieporozumienie! - krzyknął policjant. - Przecież dowód został poddany analizie, która wykazała...
     Niestety, nie dane mu było dokończyć, ponieważ w tym momencie obudziła się Violetta. Wrzasnęła tak głośno, że wszystkim włoski na karku stanęły dęba.
- CO SIĘ DZIEJE W MOIM DOMU, DO JASNEJ ANIELKI?!
     Leon natychmiast popędził ją uspokajać, mając nadzieję, że zapomniała o tym, co powiedział wcześniej do Andresa. Już był narażony na zemstę ze strony Ludmiły. Wolał nie dokładać sobie cierpienia.
- Spokojnie, Violetta, panowie właśnie wychodzą. - uspokoiła ją Ludmiła.
     Violetta wzięła kilka głębokich oddechów i uspokoiła się, po czym skupiła wzrok na funkcjonariuszach. Ich dłonie były całe w białym proszku, co odrobinę ją zirytowało, więc wygłosiła oficjalnym tonem, zaskakując wszystkich:
- Proszę tylko nie dotykać moich pięknych mahoniowych drzwi. Były sprowadzane z bardzo daleka do mojego domu, który gospodaruję z tym leniem po mojej prawej, który nie nadaje się do nieczego. Jedyne, co go ratuje przed bliskim unicestwieniem, to fakt, że nieziemsko całuje.
     Leon patrzył na nią z bólem w oczach, ale gdy wypowiedziała część o pieszczotach, od razu się rozweselił i chyba jego męska wyobraźnia powędrowała bardzo daleko, bo westchnął głęboko i opadł na kanapę obok Natalii, prawie ją zgniatając.
- I wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a szczególnie książe i jego złotowłosa księżniczka! - wykrzyknął nagle Andres, zwracając na siebie uwagę zebranych. - Koniec!
     W tym momencie podbiegł do Ludmiły, by zamknąć ją w mocnym uścisku połączonym z radosnym piszczeniem. Wydawało się, że całkowicie stracił panowanie nad sobą, ogarnięty szczęściem. Ludmiła jednak nie podzielała jego radości i natychmiast odepchnęła go od siebie, aż się zatoczył do tyłu, o mało nie wywijając koziołka. 
- Nie dotykaj mnie! - wrzasnęła. 
     Przyjaciele wstrzymali oddech. Ludmiła była rozwścieczona, a Andres wniebowzięty, co bardzo przypominało sytuację sprzed kilku godzin. Mogła z tego wyniknąć kolejna bijatyka, a nikt chyba nie chciał, żeby Ludmiła zaczęła znowu tłuc Andresa obrazami i fotelami, do tego w obecność policjantów.
- Niech panowie już idą, dajmy im trochę prywatności! - zawołała Camila z wielkim uśmiechem na twarzy.
     Policjanci popatrzyli po sobie z powątpiewaniem, ale pozwolili Rudej wyprowadzić się z pokoju. Byli już niemal za drzwiami, gdy ich uszu dobiegły krzyki.
- Ludmiła, nie!
- Kochanie ty moje!
- Ja ci zaraz pokażę kochanie, kretynie!

Maddy:
Niespodzianka!
Strasznie się cieszę, że tutaj wracamy! Z Xenią mamy tysiące pomysłów i naprawdę mam wielką nadzieję, że pamiętacie o takim blogu jak ,,Andres się śmieje, choć nic się nie dzieje". Tęskniłam, kochani! 

Xenia:
Hej! Miło mi tutaj wracać z pięknym uśmiechem na ustach. Serio, mam nadzieję, że pamiętacie 
jeszcze tego bloga, bo tak, kochane, wracamy z kilogramami pomysłów. Nie wiem, co będzie dalej, czy może się rozstaniemy ponownie, ale nie życzcie nam tego.  Jesteśmy tutaj dla Was, więc wszystko powinno iść w dobrym kierunku, czyż nie? Zapraszam do komentowania! Buziaczki i do następnego!

Dziewczyny Andresa